Blog > Komentarze do wpisu
Kuba - Dzień 9

Camaguey, trzecie co do wielkości miasto na Kubie zdecydowanie wyróżnia się na tle pozostałych. Można pokusić się o stwierdzenie, że jak na tamtejsze realia jest bardzo nowoczesne. Znajdziemy tutaj modernistycznie wyglądający deptak wyłożony marmurem, otoczony przez szereg kolorowych budynków i sklepów z ciuchami. Jest też klub ze współczesną muzyką i projektorem (tak, na kubie to jest wow!), na którym wyświetlane są teledyski, młodych, elegancko ubranych i wyperfumowanych ludzi idących wieczorem do tegoż właśnie klubu, a nawet samochody i skutery wyprodukowane już w obecnym tysiącleciu.

Dzień rozpoczynamy, a jakże... od meczu Barcelony. Zgadnijcie kto nalegał? ;) Pytamy w kilku hotelach, niestety bez powodzenia. W końcu udaje się znaleźć TV satelitarną w restauracji koło dworca kolejowego! W środku pełno ludzi i niewyobrażalna wrzawa po bramce Barcy! Wynik 1:1, Katalończycy awansują do finału. Tomasowi nic nie zepsuje tego dni ;)

Poprzedniego dnia córka Jorge Camagueya zaprosiła nas na trening do jej szkoły tańca - tak naprawdę jest to coś na kształt uniwersytetu muzyczno-tanecznego. Nie możemy nie skorzystać! W środku kilkudziesięcioosobowa grupa młodych ludzi przygotowuje się na jutrzejszy występ. Trenują już od dwóch tygodni, kilka godzin dziennie. W pierwszej, zamkniętej sali ćwiczą muzycy - trzy gitary, skrzypce, trąbka, bębny, flet, kontrabas i clave + wokalistka. Wysłuchujemy przepięknego sonu i wychodzimy z sali, żeby za bardzo nie przeszkadzać. Na krużganku kolejne dwie grupy - osobno dziewczyny i osobno chłopcy - tańczą hmmm... później dowiadujemy się, że coś na kształt lokalnego tańca ludowego. Ostatnia grupa trenuje na scenie. Cztery pary, dwa układy choreograficzne. Cha-cha-cha (bardzo nam się podoba, tancerze genialnie rozmieszczają się na scenie, uśmiechają się i bawią się tańcem) oraz son... Zaraz zaraz! To ten sam utwór, który słyszeliśmy przed chwilą na żywo w poprzedniej sali!!! Oczami wyobraźni widzimy jutrzejszy występ, co więcej mamy okazję zobaczyć jak to wszystko wygląda od wewnątrz. W powietrzu można wyczuć, że wszyscy podchodzą do sprawy bardzo poważnie. Na twarzach widać zaangażowanie pot i pasję.

Wieczorem Casa de la Trova. Z tymi imprezami to jest tak, że nigdy nie masz pewności na co trafisz. Tym razem w Casa de la Trova lokalny zespół gra rocka! Usłyszeć Rolling Stonesów w wykonaniu Kubańczyków - bezcenne!!! :D Na szczęście później z głośników leci salsa, poznajemy kilka miejscowych dziewczyn, tańczymy, pijemy, lecz tym razem delikatnie, ponieważ o 3 rano mamy busa, ale o tym jutro... ;)

W drodze powrotnej na głównym placu siedzi grupka młodych ludzi z gitarą. Tomas pyta czy możemy się przysiąść i posłuchać. Oczywiście że tak! Ja niestety nie znam tych piosenek, więc mogę tylko posłuchać, ale Tomas... ;) Śpiewa i gra z nimi, wszystko!. Okazuje się że chłopak z gitarą gra w lokalnym zespole flamenco. Może wokalnie nie powala na kolana, ale muzycznie - woooow! Co on wyprawia z tymi strunami - po prostu niesamowite!

Kolejny dzień przepełniony tańcem i muzyką. Nie zdajecie sobie sprawy jak bardzo wzbogaca to człowieka...

poniedziałek, 04 lipca 2011, beeliende
http://salsanakubie.blox.pl/2011/07/Kuba-Dzien-9.html salsa szkoła tańca Camaguey cha cha son gitara

Polecane wpisy